Ludwik Sternbach (1910-1981)

Artykuł z: „Życie Warszawy” środa 7 czerwca 2006 r.

Fragmenty z tego artykułu autor opublikował również w: Artykuł z: GW, 22-23.04.2006

autor: Marek Tomiczek

Zdjęcia ze strony poświęconej rodowi Sternbachów (Submitted by Marie Zielinska, Joseph Hersch Sternbach’s great granddaughter and the granddaughter of Leon)

 


Ludwik Sternach (1910-1981)

Alb_Sternbach_JosHersh

Joseph Hersh Sternbach (1841-1937), bankier, syn Osias Sternbacha i Feige Rachal Kupferberg, dziadek Ludwika

Ludwik Sternbach zmarł dwadzieścia pięć lat temu, w 1981 roku. Jego nietypowy życiorys zasługuje na przypomnienie co najmniej z kilku powodów. Wszystko zaczęto się w Krakowie, w końcu lat dwudziestych. Trzech młodych ludzi rozpoczęło wtedy studia prawnicze na tamtejszym uniwersytecie. Byli nimi: Alfred Abrahamer, Ludwik Sternbach i Henryk Trammer. Wszyscy trzej wywodzili się z zasymilowanych w Galicji rodzin. Dwóch z nich (Sternbach i Trammer) wybrało kariery naukowe, a trzeci (Abrahamer) handlową.

Alb_Sternbach_LeonInscript

Leon Sternbach (1864-1940), najstarszy syn Joseph’a Sternbach’a, prof. filozofii UJ

Ludwik Sternbach urodził się właśnie w Krakowie, 12 grudnia 1910 roku. O pocho­dzeniu rodziny, z której wywodził się niewiele wiadomo. W swoich zbiorach książkowych posiadam niewielkie, kieszonkowe wydanie zatytułowane: „Zasady pisowni polskiej ze słowniczkiem – według uchwał Akademji Umiejętności w Krakowie z dn. 8 stycznia 1918 roku” („ułożył” Henryk Galie, Wydawnictwo M. Arcta w Warszawie, 1920). We wstępie (Część I. „Zasady pisowni”) tej unikalnej dzisiaj publikacji mowa jest o uchwale Wydziału. Filologicznego Akademii Umiejętności dotyczącej ujednolicenia pisowni i o związanej z nią naradzie (miała miejsce 5 stycznia 1918 roku) fachowców z różnych dyscyplin, m.in. rzeczoznawców, jak i członków Wydziału Filologicznego AU, wśród których wymieniony został Leon Sternbach. To niewątpliwie owe filologiczne pierwiastki zapewne kogoś z rodziny (być może ojca)[1] zadecydowały o wyborze drogi życiowej przez młodego Ludwika.

Po ukończeniu studiów i uzyskaniu stopnia doktora praw Uniwersytetu Jagiellońskiego rozpoczął praktykę adwokacką. Kontynuował jednak naukę, ale już w „rodzinnej”, czyli lingwistycznej specjalności; habilitację na wydziale filozofii w zakresie studiów hinduistycznych uzyskał na uniwersytecie lwowskim. Bezpośrednio przed wybuchem wojny (1938-1939) został asystentem przy seminarium filologii indyjskiej macierzystej, czyli krakowskiej uczelni, a następnie (1939-1940) docentem habilitowanym (profesorem) hinduistyki na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie (w 1938 roku przedstawił na posiedzeniu Polskiej Akademii Umiejętności pracę na temat prawa spadkowego w dawnych Indiach). Dalsze, szczegółowe losy Ludwika Sternbacha podczas wojny nie są znane, ale wiadomo, że w latach 1941-1946 był w Bombaju (w 1941 roku opublikował w tym mieście pracę o archaicznych, hinduskich terakotach) zastępcą cenzora w wydziale cenzury cywilnej, co podaje w swoim biogramie z lat 70. XX wieku.

Alb_Sternbach_Michael

Michael Abraham Sternbach (1870-1940) drugi syn Joseph’a, farmaceuta osiadły we Włoszech w mieście Abacja (obecnie Opatija, Chorwacja)

Od 1947 roku aż do 1970 pracował w Nowym Jorku jako zastępca dyrektora do spraw badań Wydziału Opieki Organizacji Narodów Zjednoczonych. Cały czas kontynuował jednak działalność naukową w wąskiej specjalności badań nad sanskrytem. Po zakończeniu misji w Narodach Zjednoczonych przeniósł się na stałe do Francji. Zamieszkał w Paryżu, gdzie wynajmował mieszkania w 17. okręgu miasta (w XIX wieku ówczesny mer, baron Haussmann podzielił gwiaździście stolicę nad Sekwaną na dwadzieścia arrondissements, czyli okręgów – w Polsce mylonych często z dzielnicami), ostatnie przy rue Leon Cogniet (nr 6). Prawie do końca życia mieszkał z matką, która zmarła niedługo przed nim i, jak twierdził: „nie pozwoliła mi ożenić się”.

Alb_Sternbach_Ed&wife

Edward (Eliakim) Sternbach (1874-1943) z żoną: Flora Amster (?-1979), trzeci syn Joseph’a i ojciec Ludwika

W Paryżu Ludwik Sternbach został wykładowcą (professeur associe w latach 1971-72 i 1972-73) prestiżowej College de France (uczelnia wyższa założona w 1530 roku przez Franciszka l; profesura C. de F. nie jest uwarunkowana posiadaniem stopni i tytułów naukowych, których nie otrzymują też słuchacze). Zakres opracowań naukowych prof. Sternbacha w dziedzinie badań nad sanskrytem jest imponujący (Jego publikacje z tej dziedziny ukazywały się zarówno w Indiach, jak i w innych krajach) – wystarczy powiedzieć, że jest m.in. autorem ośmiotomowego opracowania: wielkiej antologii maksym i poezji pisanej w sanskrycie – zostawmy jednak fachowcom rozważania na ten temat.

Spośród trzech wymienionych akademickich kolegów szczególnie bliskie więzi łączyły dwóch z nich – Ludwika Sternbacha i Henryka Trammera (profesora prawa międzynarodowego Uniwersytetu Warszawskiego; zmarł w latach 70′. XX wieku). Obaj byli wielkimi smakoszami. Według opowieści żony Henryka, Ireny Trammer (z domu Rosenkranz – „Gazeta Stołeczna” z 20 X 2005 r.) w trakcie rzadkich, służbowych pobytów jej męża we Francji panowie profesorowie odbywali każdorazowo turę po co najmniej kilku ekskluzywnych restauracjach, oczywiście w celu zaspokojenia swoich wysublimowanych, kulinarnych upodobań.

Alb_Sternbach_Ed&son

Ludwik Sternbach z ojcem

Dofinansowanie ze strony prof. Sternbacha umożliwiło Irenie Trammer remont późno odzyskanej części przedwojennego mieszkania spółdzielczego (!) w domu przy ul. Dantyszka, na warszawskiej Ochocie. W końcowym okresie życia schorowany (cierpiał m.in. na cukrzycę) Profesor nie lubił pozostawać sam, zwłaszcza podczas podróży (np. w jedną z nich – do Indii, zabrał Ancę Trammer, synową Henryka, żonę Jego starszego syna, Jerzyka).

Alb_Sternbach_Ludwig

Ludwig Sternbach

Profesor Ludwik Sternbach zmarł wiosną 1981 roku w paryskiej taksówce. Formalności pogrzebowych dopełnił Alfred Abrahamer (w czasie wojny zaopatrzeniowiec polskiej armii we Francji, gdzie pozostał – handlowa) sznurem konopnym; dwukrotnie żonaty). Swój dość duży majątek (miał szczęście do operacji giełdowych) prof. Sternbach zapisał państwu indyjskiemu z przeznaczeniem na badania nad sanskrytem. Innym beneficjantem spadku po Nim została rodzina Tramrnerów (m.in. młodszy syn Henryka, Janek mógł w ten sposób nabyć na Powiślu mieszkanie). Po Ludwiku Sternbachu pozostało sporo pamiątek osobistych. W posiadaniu piszącego niniejsze słowa znajdują się m.in. dwa składane (jeden „turystyczny”, drugi do gry w brydża) stoły – we Francji, czy też dwa kinkiety – w Polsce. Spodnie smokingowe Profesora przerobiła uzdolniona manualnie paryska znajoma na elegancką spódnicę z lampasami.

Ludwik Sternbach2W mżący, wiosenny poranek 1982 roku udaliśmy się z Jankiem Trammerem do podparyskiego przedmieścia Pantin, aby zamówić profesorowi Sternbachowi nagrobek. Lokalny „marbier” (we Francji specjalistę od nagrobków określa się w ten sposób); Elie Banhamou, właściciel jedynego w tym miejscu maison israelite był bardzo zdziwiony, gdy oświadczyliśmy mu, że nagrobek ma nie zawierać jakich­kolwiek odniesień religijnych (zgodnie z wolą zmarłego). Gwoli wyjaśnienia: cmentarze publiczne we Francji są wielowyznaniowe – na Cimetiere de Pantin zarezerwowano dla Izraelitów siedemnaście (plus cztery małe aneksy przy murze) kwater. Grób Profesora mieści się w „neutralnej” 68 kwaterze – na Święto Zmarłych 1982 roku udaliśmy się do Pantin grupą znajomych, aby „odwiedzić” Profesora, ujrzeliśmy zapalone świeczki i znicze jedynie na grobach izraelickich, co świadczyłoby o tym, że ta judeochrześcijańska tradycja ma wspólne, bardzo odległe korzenie.

Profesora Sternbacha poznałem w końcu lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia w warszawskim mieszkaniu Ireny Trammer. Od Niej też dowiedziałem się o Jego śmierci. Gdy wiosną 1982 roku znalazłem się w Paryżu, wyleciało mi z głowy Jego nazwisko, ale dzięki wspomnianemu słowniczkowi języka polskiego odnalazłem mieszkanie, w którym mieszkał, i w którym przebywał wówczas Janek Trammer.

Na zdjęciu (otrzymałem je, oprawione w elegancką ramkę, od Ireny Trammer) figuru­je postać o łagodnym uśmiechu, wyrażającym przychylność wobec świata i ludzi. Takim Go zapamiętałem. Aha!, byłbym zapomniał: syn Janka Trammera nosi imię Ludwik…

Marek Tomiczek


[1] Profesor Leon Sternbach (1864-1940) był stryjem Ludwika, jego ojcem był trzeci syn Joseph’a Hersh’a Edward (Eliakim) (1874-1943). Opis rodziny Sternbahów ze zdjęciami: http://kehilalinks.jewishgen.org/drohobycz/people/peoplealbum_sternbach.asp (Submitted by Marie Zielinska) (przypis: Andrzej Babkiewicz)

Jadwiga Ineza Makowiecka z Paszkowiczów (1886-1988)

Biogramy zaczerpnięte z: Jadwiga Makowiecka, Spragnieni księżyca. Orędzia króla Aśoki. Wiersze z kręgu kultury indyjskiej, Miniatura 2014, s. 160


Jadwiga Ineza z Paszkowiczów Makowiecka – Wspomnienie

Jadwiga Makowiecka2

Jadwiga Makowiecka (Warszawa, 1957 r.)

Paszkowicze pieczętowali się herbem Groty. Uchwytną pamięcią tradycja rodzinna sięga jedynie przełomu XVIII/XIX -wieku, według ustnego przekazu dwaj Paszkowicze, Apolinary i Baltazar, mieli być odznaczeni orderem Virtuti Militari za walki w okresie napoleońskim. Czy mieli rodzinną substancję, nic mi nie wiadomo. Jeśli ją mieli, to wygląda, że w połowie XIX w. rodzina, wzorem wielu innych polskich rodzin, od wieków ziemiańskich, weszła w krąg inteligencji żyjącej z pracy umysłowej. Ojciec Jadwigi, Adam, był wybitnym inżynierem kolejnictwa. Wykształcony w paryskiej Ecole Centrale, doszedł do wysokich stanowisk w tej dziedzinie. Kierował budową jednej z pierwszych linii kolejowych, na terenie byłej tzw. Kongresówki, tj. Kolei Iwangorodzko-Dąbrowskiej, z Dęblina do Dąbrowy w Zagłębiu Dąbrowskim. Miejscem urodzenia Jadwigi był Młodocin, niedaleko Radomia. Urodziła się, zgodnie z wpisem w paszporcie, w 1886 r. Cale swe długie życie czulą się młoda i osiągnąwszy wiek średni ukrywała z wzrastającą z latami starannością datę swego urodzenia. Wpis w paszporcie tłuma­czyła przeróbką – wielce pożytecznym formalnym postarzeniem się w warunkach okupacji niemieckiej w II wojnie światowej. Zawsze irytowało ją mierzenie wieku ludzkiego latami. Uważała za nonsens mierzenie wieku człowieka liczbą obrotów jakiejś planety dookoła jakiejś gwiazdy na niebie. Była najstarszym dzieckiem Adama Paszkowicza i Bronisławy ze Śmitkowskich h. Prawdzie.

Kariera Adama Paszkowicza zawiodła go, koleją rzeczy i już na stałe, na teren Rosji właściwej – na lata do Charkowa i w końcu do Petersburga, gdzie został wicepre­zesem zarządu jednej z wielkich rosyjskich sieci kolejowych. Wspominam jego losy, żeby podkreślić fakt, że Jadwiga całą swą wczesną młodość, a więc najbardziej formatywny okres ludzkiego rozwoju, spędziła poza krajem rodzinnym, a jednak jej polszczy­zna była nieskazitelna, piękna i bogata, łatwo widoczna w jej poezji i w słowie wstępnym do książek przez nią wydanych. Było to zarówno wynikiem jej uderzającej zdolności do języków, jak i starannego wychowania w domu.

Jej dom rodzinny w tym okresie można określić jako dostatni. W Petersburgu rodzina zajmowała piękne mieszkanie o szesnastu pokojach. Dlaczego szesnastu? Dzie­ci nie były psute. Dom był zdyscyplinowany. W tym obszernym mieszkaniu Jadwiga dzieliła jeden pokój wspólnie ze swoją młodszą siostrą Adą, podobnie jak wspólny pokój mieli jej dwaj bracia, Bronisław i Adam junior. Ale dalsze pokoje były zajęte nie tylko przez niezbędną w owych czasach służbę domową, ale i przez nauczycieli języków dla dzieci: Polaka, szwaczkę Niemkę, bonę Francuzkę i guwernantkę Szkotkę (nb. „czym skorupka za młodu nasiąknie…” Jadwiga do końca życia nie pozbyła się akcentu szkoc­kiego w swojej angielszczyźnie! Np. 'moor’ 'wrzosowisko’ wymawiała: muir). Nauczy­cielom tym nie wolno było, pod groźbą natychmiastowego oddalenia, rozmawiać z dziećmi inaczej niż w ich własnym języku. Nie dziw, że każde z dzieci w wieku nastu lat mówiło płynnie pięcioma językami, włącznie z rosyjskim nabywanym w szkole. Jadwiga, jak i jej siostra Ada, uczęszczały w Petersburgu do szkoły księżnej Oboleńskiej, którą obie opuściły jako złote medalistki. Ada w latach trzydziestych, do wybuchu wojny, była etatową tłumaczką w czterech obcych językach w Ministerstwie Przemysłu i Handlu w Warszawie. Dzieci nie miały czasu na nudę. Pod czujnym okiem surowej matki grały biegle na pianinie. Jadwiga wspominała przyjęty owacyjnie koncert forte­pianowy Nr 2 Rachmaninowa, odegrany z Adą na dwa fortepiany na uroczystości zakończenia roku szkolnego.

Jadwiga żyła w owym czasie w zbytku, którego już nigdy potem nie miała zaznać. Na zimowe sporty wyjeżdżało się do Finlandii, na letnie wakacje – na Krym, oczywiście pociągiem. Ze względu na wysokie stanowisko ojca w rosyjskim kolejnic­twie, rodzina wyruszała z Petersburga w długą podróż na południe w wagonie salo­nowym. Było miejsce i na fanaberie. Ponieważ matka Jadwigi miała niechęć do podróżowania nocą, maszynista przed wyruszeniem w drogę z Petersburga dostawał instrukcję zatrzymania pociągu przed zmrokiem na najbliższej stosownej stacji i odczepienia „salonki”, którą przetaczano na boczny tor. O świcie pierwszy ranny kurier na trasie zatrzymywał się, by zabrać salonkę w dalszą drogę. I tak dalej, noc po nocy, aż do Krymu.

Jadwiga wyrosła na dorodną, smukłą szatynkę. Strzelistość jej figury sprawiała wrażenie, że była wyższa niż w istocie (172 cm). Wszechstronnie utalentowana, dobrze tańczyła (wspominała poloneza na Balu Polskim w Petersburgu, tańczonego w pierw­szej parze z Władysławem Raczkiewiczem, późniejszym prezydentem RP), zdradzała zdolności malarskie, ale przede wszystkim talent do języków, których biegłość miała wytknąć drogę jej życia. Opanowanie i utrzymanie tylu obcych języków było możliwe dzięki jej niezwykłej pamięci. Chłonny umysł Jadwigi nie tracił z biegiem czasu nic z nabytej wiedzy.

Adam Paszkowicz senior we wczesnych łatach XX wieku zaczął niedomagać i tracić kontakt z otaczającym światem. Konsultowani przez żonę lekarze określili chorobę jako 'melancholie’ i doradzali jako kurację wyjazd z ponurego Petersburga na słońce i atrakcje południa. Jadwiga, świeżo upieczona maturzystka, towarzyszyła ro­dzicom do Włoch. Po sześciomiesięcznym pobycie, wobec stale pogarszającego się stanu pacjenta, cała trójka powróciła do Petersburga, gdzie ojciec po niewielu latach życie zakończył (dzisiaj lekarze pewnie zdiagnozowaliby to jako chorobę Alzheimera). Po śmierci ojca Jadwiga podjęła studia sinologiczne w sławnym Instytucie Wschodnim w Petersburgu (wśród jego profesorów byli wielcy polscy językoznawcy Teodor Korsz i Jan Baudouin de Courtenay). Studia jej zostały przerwane zamążpójściem i nigdy już do nich nie wróciła, ani nie miała kontaktu z językiem chińskim. Ale sześćdziesiąt łat później, usłyszawszy na wykładzie w londyńskiej School of Oriental and African Studies, że etymologia jednego z omawianych słów sanskrytu jest nieznana, zwróciła uwagę wykładowcy, ilustrując to na tablicy charakterami, że słowo o podobnym zna­czeniu i niemal identycznym brzmieniu istnieje w języku chińskim. Zdarzenie to dobrze ilustruje świetną pamięć Jadwigi.

Jadwiga była osoba religijną. Jej religijność nie była obrzędowa, lecz filozoficzna. Była ekumenistką w szerokim tego słowa znaczeniu. Doświadczyła, jak wierzyła, nie­raz, po gorącej modlitwie, wstawiennictwa Matki Boskiej, ale również, w swym przeko­naniu, opieki tajemniczego ducha himalajskiego, Mahatmy Kuthumi. Przyjaźniła się z teologami, jak ks. Jan Zieja (nb. raz, po powrocie z rekolekcji prowadzonych przez niego w czasie wojny w warszawskim kościele karmelitów, spisała je z pamięci i zanio­sła tekst do ks. Ziei z sugestią wydania ich drukiem. Ks. Jan był zaskoczony jej, jak sądził, znajomością stenografii. Jadwiga odrzekła, że jej nie zna. „Ależ to, ksiądz Zieja na to, słowo w słowo moje przemówienie!”). Ale z drugiej strony, Jadwiga chętnie prze­bywała w kręgu teozofów i z szacunkiem wyrażała się o kontrowersyjnej postaci Heleny Bławackiej.

Jadwiga posiadała zdolności metapsychiczne. Nieraz upraszano ją, by wzięła udział w seansach spirytystycznych jako medium. Zawsze odmawiała. Ale przytoczę dwa przykłady jej zdolności widzenia rzeczy poza kręgiem ludzkich zmysłów i umysłu. Pierwszy, w 1917 r., zdarzył się w pociągu zbliżającym się do Kijowa, ówcześnie pod niemiecką okupacją. Pociąg zatrzymał się na jakiś czas pod miastem, pewnie w oczeki­waniu na sygnał drogowy. To zatrzymanie trwało długo, co Jadwigę zaczęło najpierw irytować, później dziwnie niepokoić. Widząc przechodzącego korytarzem oficera nie­mieckiego, zagadnęła go o przyczynę postoju i zaczęła nalegać, niemal krzykiem, że pociąg musi, musi natychmiast, ruszyć z tego miejsca. To wkrótce nastąpiło, ale po kilku minutach nastąpił wybuch olbrzymich zapasów dynamitu, zmagazynowanych przez armię niemiecką w składnicach kolejowych, obok miejsca uprzedniego postoju pociągu Jadwigi. Ów znany w historii wybuch zniszczył część całego przedmieścia Kijowa, a ogromne straty materiału wojennego spowodowały natychmiastowe docho­dzenie niemieckich władz okupacyjnych, podejrzewających sabotaż. Jeden z oficerów w pociągu przypomniał sobie kobietę, nalegającą gwałtownie tuż przed wybuchem na natychmiastowy odjazd pociągu z miejsca postoju. Jadwigę znaleziono i poddano przesłuchaniu. Nie zaprzeczała słów użytych, ale nie potrafiła wytłumaczyć przyczyny ich wypowiedzenia i w końcu ją wypuszczono (w latach późniejszych utrzymywała, że ostrzeżenie wyszło od owego tajemniczego Mahatmy Kuthumi). Inny przykład dotyczy drobiazgu: Jadwiga jechała wraz z mężem nocnym pociągiem z Warszawy do Wilna. W pewnym momencie wydało się jej, że drzwi do przedziału zwolna odsuwają się i widzi rękę zdejmującą z wieszaka płaszcz męża. Krzyknęła „Stasiu, Stasiu! Złodziej kradnie twój płaszcz!”. Mąż, wyrwany ze snu, rzucił się do drzwi, lecz znalazł je za­mknięte, a płaszcz wiszący spokojnie na miejscu. Z wyrzutem zwrócił się do żony: „Jadziu, Jadziu! Zawsze ta sama twoja bujna wyobraźnia! Śpij spokojnie i nie zmyślaj historii! Do rana daleko”. Gdy dojechali do Wilna, płaszcza na wieszaku nie było…

Na przełomie XIX i XX wieku wśród Polaków w Rosji przyjął się zwyczaj wysyła­nia dzieci na czasowy pobyt lub studia, „za granicę”, w szczególności do bardzo polskie­go Krakowa. Wysłana tam Jadwiga została przyjęta na tamtejszą Akademię Sztuk Pięknych, gdzie zwróciła na swe zdolności malarskie uwagę nauczycieli, którzy podjęli kroki, by umieścić ją w renomowanej w owym czasie Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Życzliwi projektodawcy nie liczyli się jednak z postawa jej surowej matki. Zawiadomiona przez uszczęśliwioną Jadwigę o projekcie, wezwała ją natych­miast do powrotu do domu. „Wolę – upomniała ją – byś została dobrą żoną i matką, niż najlepszą malarką na świecie”. Trzeba było wracać do Petersburga…

Owe sielskie-anielskie czasy skończyły się wraz ze śmiercią Adama Paszkowicza seniora, która podcięła rodzinę finansowo. Trzeba było opuścić wielkie mieszkanie i myśleć o zarabianiu na życie. Jadwiga miała oczywiście gotowy zawód jako tłumacz i nauczyciel wielu języków. Jednym z jej uczniów był attache wojskowy ambasady amerykańskiej w Petersburgu, Francis Riggs, który chciał poznać język rosyjski. Jadwiga miała wtedy okazję prostowania przyjętych przez dyplomację amerykańską pojęć o Rosji, jak również informowania swego ucznia o kwestii polskiej. Riggs zapewniał ją, że raporty o przeprowadzanych z nią rozmowach przekazuje do Departamentu Stanu. Jeśli tak, to mogłyby one tylko pomóc akcji Paderewskiego w jego rozmowach o kwestii polskiej z prezydentem Wilsonem. Jadwiga po pięćdziesięciu latach pamiętała oczywi­ście adres Riggsa w Ameryce. Gdy na jej prośbę napisałem do niego, dostałem odpo­wiedź od jego dawnego doradcy prawnego, że Riggs został zamordowany przez bandy­tów, a może terrorystów, jako przedstawiciel dyplomatyczny USA w Portoryko.

Stanisław i Jadwiga Makowieccy z dziećmi2

Stanisław i Jadwiga Malcowieccy z dziećmi (KobylniM n. Noroczą, 1923 r.)

W1914 r. Jadwiga poznaje Stanisława Makowieckiego, z litewskiej linii ziemiań­skiej rodziny, który rozpoczynał studia na Wydziale Ekonomicznym Politechniki Peters­burskiej. Choć każda z zainteresowanych rodzin kręciła trochę nosem, miłość zwycięży­ła i ślub ich odbył się w przededniu wybuchu wojny światowej. W listopadzie 1915 r. przyszedł na świat ich pierwszy syn, Lech, po nim, w 1917 r., drugi syn – Zbigniew, obaj urodzeni w Petersburgu, a w końcu, już w Warszawie w 1920 r. – córka Helena.

Słuchy o dalekich Legionach Piłsudskiego, walczących o niepodległą Polskę, do­szły oczywiście polską młodzież w Petersburgu i szybko powstała tam komórka Pol­skiej Organizacji Wojskowej. Z literatury tego okresu i opowiadań przypominam sobie, że komendantem komórki petersburskiej POW był Franciszek Skąpski, jego zastępcą Stanisław Makowiecki, a członkami m. in. Juliusz Łukasiewicz (późniejszy kolejno poseł RP w Rydze, ambasador, w Moskwie i w końcu, do jesieni 1939 r., ambasador RP w Paryżu), Antoni Roman (późniejszy poseł RP w Sztokholmie i minister Przemysłu ł Handlu w Warszawie) oraz bracia Józef i Edmund Przybyszewscy. W tej konspiracji, wymagającej wielkiej dyskrecji, Jadwiga towarzyszyła mężowi, co było zapoczątko­waniem jej przyszłej pracy w cieniu męża w ważnych sprawach państwowych niepod­ległej Polski.

Rewolucja październikowa w Rosji wprowadziła chwilowy chaos w życiu zamiesz­kujących ją Polaków. Pytania: „co robić?”, „gdzie się znaleźć?”, „czy uciekać spod rewo­lucji na stałe do Polski?” nurtowały Polonię. Z ogniska rewolucji w Petersburgu Jadwiga z rodziną przejechała do Kotlarki, posiadłości na Ukrainie Wacława Śliwińskiego, jej ojczyma. Wkrótce potem znalazła się w Mińsku litewskim, w domu należącym do rodziny matki męża – Brodowskich z Chocichowa. W końcu, w połowie 1918 roku, Jadwiga z rodziną przyjechała, jak się okazało na blisko czterdzieści lat, do Warszawy.

Jadwiga Makowiecka z dziećmi2

Jadwiga Makowiecka z dziećmi (Warszawa, 1931 r.)

Polska szykowała się do niepodległości. Terenem okupacji niemieckiej rządziła Rada Regencyjna, powstawały pierwsze zręby administracji kraju. Polska, pozbawiona od stulecia własnej kadry administracyjnej wyższego stopnia, miała w tej klasie bardzo nielicznych fachowców. W tych warunkach może nie dziwić, że Stanisław Makowiecki, świeżo upieczony 27-letni ekonomista z wykształcenia, zostaje z punktu skierowany na wysokie stanowiska w administracji kraju, najpierw pod rządami Regencji, a w parę miesięcy później, po 11 listopada 1918 r., pod rządami odrodzonej Rzeczypospolitej. Dostaje zadanie zorganizowania z pomocą doradców angielskich (Young and Holding) polskiego banku emisyjnego i przygotowania polskiej waluty w miejsce chwilowo krą­żącej marki. Makowiecki nie był lingwistą. Znał oczywiście język rosyjski i niemiecki. Otóż wtedy, w pertraktacjach wymagających najwyższego stopnia zaufania i dyskrecji, Jadwiga asystowała mężowi w rozmowach z obcokrajowcami jako tłumacz.

Nowatorka w niejednej dziedzinie życia, Jadwiga obcina, jakoby pierwsza w War­szawie, swe długie kosy. Spotkało się to z oburzeniem tradycjonalistek, z jej matką i świekrą na czele, i małego synka, Zbyszka, który zapytany, czy mama mu się teraz podoba, odrzekł: „Mama wygląda jak czarownica, ale za to żaden lew nie wskoczy do loży!” – w oczywistej aluzji do niedawnej wizyty z rodzicami w cyrku Mroczkowskich na Okólniku, z groźnymi lwami, kręcącymi się za żelaznymi kratami tuż przy lożach widowni.

Temperament Jadwigi nakazywał jej zaangażowanie się na innych polach poza obowiązkami domowymi. Była asystentką profesora Karola Adamieckiego w założo­nym przez niego Instytucie Naukowej Organizacji Pracy. Była czynna w Kole Polek. Owemu Kołu w 1925 roku powierzono zadanie przygotowania delegacji Polski na ma­jący się odbyć się w American Exposition Pałace w Waszyngtonie! Kongres Kobiet (6th Convention of the International Council of Wornen, 4 maja 1925), prezentujący dokona­nia kobiet całego świata. Trudno było znaleźć odpowiednie osoby władające językiem angielskim. Jadwiga weszła do tej delegacji jako najmłodsza; przewodniczącą, znającą jedynie język francuski, była senatorka Józefa Szebeko, trzecią delegatką była działaczka społeczna, posłanka Maria Holder-Eggerowa. Jadwigę czekała wielka przygoda. Delegacja przybyła przez Bremę do Nowego Jorku na pokładzie luksusowego amerykań­skiego transatlantyku „Prezydent Harding”, po czym przyjechała do Waszyngtonu na obrady Kongresu, na którym Jadwiga zabierała parokrotnie głos. Delegacja polska została przyjęta na audiencji u Prezydenta Stanów Zjednoczonych, Calvina Coolidge’a. (Jadwiga nie przypuszczała wtedy, że czterdzieści dwa lata później czekają przedstawie­nie jeszcze jednemu prezydentowi USA, Lyndonowi Johnsonowi). Kongresowa delegacja polska skorzystała z tej sposobności, by odwiedzić centrum Polonii amerykańskiej w Chicago, witającej z entuzjazmem przedstawicielki wolnego państwa polskiego.

W tym też czasie, w towarzystwie swego brata Adama jako kierowcy i dwojga przyjaciół, Jadwiga odbywa podróż po Europie niewidzianym już dziś na jej drogach wielkim autem marki Panhard Lavassor. Jej świetne opisy podróży drukują ówczesne warszawskie pisma kobiece: „Pani” i „Bluszcz”. W swym wielostronnym zaangażowa­niu znajduje czas, by pomagać Kołu Rodzicielskiemu w szkole kształcącej jej synów, gimnazjum Stefana Batorego w Warszawie.

W r. 1932 Jadwiga otwiera kancelarię tłumacza przysięgłego języków polskiego, angielskiego, francuskiego, niemieckiego i rosyjskiego. Szybko rosnące archiwum kan­celarii odegra wkrótce ważną rolę w działalności radiu oporu lat 1939-1945 przeciw niemieckiemu okupantowi. W1935 r. po krótkotrwałej chorobie umiera mąż Jadwigi. Krewni doradzają niezabezpieczonej finansowo Jadwidze, aby przeniosła się z ośmiopokojowego mieszkania na ul. Senatorskiej do skromniejszego. Jadwiga, choć porażona stratą ukochanego towarzysza życia, odmawia. Wychowa dzieci w warunkach, w któ­rych wzrastały Rozwija swoje biuro tłumaczeń, uzyskiwane tam zarobki pozwalają na kontynuowanie nauki przez dzieci, co było wówczas jej główną troską.

Wybuch wojny w 1939 r. przynosi nowe wyzwania[1]. Jadwigo natychmiast przystę­puje do pracy w Komitecie Obrony Przeciwlotniczej, organizuje i uczestniczy w akcjach pomocy ofiarom wojny, działa w konspiracji i walczy w Powstaniu Warszawskim. Po upadku Powstania Jadwiga ucieka z pociągu wywożącego więźniów z obozu w Pruszkowie i ukrywa się do końca wojny. Po wyzwoleniu zamieszkuje początkowo z rodziną córki w Katowicach, gdzie zostaje zatwierdzona jako tłumacz przysięgły, oraz pracuje jako inspektor spraw repatriacji i opieki nad dziećmi w Wojewódzkim Wydziale Opieki Społecznej. W budynku natrafia na sterty kartotek, ewidentnie porzuconych w popłochu ucieczki przez jakiś niemiecki urząd okupacyjny, zawierających dane perso­nalne (imię, nazwisko, data urodzenia, imiona rodziców, oraz adresy ich przeznaczenia w Niemczech) dzieci polskich, o zewnętrznych cechach „aryjskich”, które zostały odebrane przez niemiecką organizację SS-lebensborn i przekazane niemieckim rodzinom na terenie Rzeszy do adopcji. Jadwiga uzyskuje od przełożonych zlecenie wyjazdu do za­chodniej strefy Niemiec pod aliancką okupacją, celem rewindykowania porwanych dzieci, ale od miejscowego UB nie dostaje pozwolenia wyjazdu na Zachód. Niezrażona, wyprasza u kierownictwa szwajcarskiego pociągu sanitarnego, który wyrusza z Kato­wic na zachód z chorymi b. jeńcami alianckimi, przyjęcie jej, jako Szwajcarki, do perso­nelu szpitalnego. Jej znakomity akcent francuski i niemiecki umożliwia tę mistyfikację. Po bardzo pobieżnej kontroli granicznej pociąg o tak szczególnym charakterze przy­jeżdża na zachód. Na terenie zachodnich Niemiec Jadwiga, z adresami w ręku, odnajduje wiele porwanych polskich dzieci i we współpracy z alianckimi władzami okupacyjnymi (znów pomaga znajomość angielskiego i francuskiego, zwłaszcza w obliczu ignorancji władz okupacyjnych, szczególnie amerykańskich, w odniesieniu do realiów niemieckiego panowania w wojennej Europie) organizuje ich powrót do Polski – wg przekazów rodzinnych towarzyszyła dzieciom w czasie rejsu z Bremy w 1946 r,

W 1948 r. Jadwiga wraca ze Śląska do Warszawy, gdzie zostaje członkiem Towarzystwa Naukowego Organizacji i Kierownictwa, przewodniczącą sekcji naukowej Komisji Słownictwa. Prowadzi społeczną pracę świetlicową z dziećmi, Tłumaczy książki i prace dla instytucji państwowych, pisze własne prace i artykuły (Przegląd Organizacji, 1949 r.).

Już pod koniec sześćdziesiątych lat swego życia Jadwiga powraca do zaintereso­wań z lat młodzieńczych i w 1953 roku rozpoczyna na Uniwersytecie Warszawskim studia orientalistyczne pod kierunkiem profesora Eugeniusza Słuszkiewicza. Zdumiewa profesora szybkimi postępami w nauce sanskrytu, prakrytu i kolejno innych języków południowej Azji. Zostaje jego (nieetatową) asystentką i pomaga początkującym kole­gom w brnięciu przez zawiłości gramatyki i pisowni tych starych języków. Stan wypo­sażenia polskich uczelni akademickich we wczesnych powojennych latach był żałosny. W wyniku wojennej zawieruchy, pożarów i celowej akcji okupantów, znalazły się one bez pomocy naukowych, źródeł, podręczników i bibliotek. Studenci uczyli się ze skryp­tów z profesorskich wykładów. Ale Jadwiga ma w Londynie syna, Zbigniewa i po pierwszej politycznej „odwilży” w 1956 roku wyjeżdża tam celem przywiezienia do Polski materiałów naukowych z tego wielkiego centrum wiedzy orientalistycznej. Syn ułatwia jej spotkanie ze sławami School of Oriental and African Studies (SOAS) Uniwer­sytetu Londyńskiego. Po kolejnych spotkaniach i życzliwych radach profesorów Jadwi­ga decyduje się pozostać w Londynie w charakterze studentki SOAS i stopniowo przesy­łać do Polski doradzone jej materiały naukowe. Nie przypuszczała wówczas, że jej zaplanowany paroletni pobyt w Londynie przeciągnie się przez następne trzydzieści lat, do końca życia… W SOAS rzuciła się w wir pracy, zaskakując wykładowców swą wiedzą i postępami. Z tego względu, choć formalnie studentka, była członkiem nie studenckie­go 'junior’, lecz 'senior common room’ – dla wykładowców. W1967 r. spotyka Jadwigę niezwykłe wyróżnienie. Zostaje zaproszona (jako gość, tj. na koszt organizatorów) na Międzynarodowy Kongres Orientalistyczny na Uniwersytecie Michigan w Ann Arbor, gdzie wygłasza referat na temat interpretacji tzw. „niejasnych” fragmentów „Orędzi Asioki” – tematu jej wieloletniej pracy badawczej.

Jadwiga zmarła we wrześniu 1988 r. po 102 latach czynnego i ofiarnego życia. Jej prochy, przywiezione przez syna do kraju, zostały złożone w grobie rodzinnym na powązkowskim Cmentarzu Wojskowym. Nad grobem przemawiała przedstawicielka środowisk kombatanckich, mec. Irena Makowska, żegnał Ją z wielkim uznaniem dla Jej zasług kolega gimnazjalny synów, Andrzej Leśniewski, oraz syn Zbigniew. Na stypie, po wspomnieniach Seniorów o Zmarłej, córka Halszka odczytała przysłany ongiś Jadwidze do Londynu poświęcony jej wiersz ks. Zieji „Powiedział o Polce poeta…” i Jej poetycką na ten wiersz odpowiedź

Dorobek literacki Jadwigi obejmuje ciekawe pozycje. W1964 r. PWN w Warszawie wydaje, życzliwie przyjęte przez krytyków, „Orędzia króla Asioki” – tłumaczenie (z jej własnym obszernym komentarzem) zbioru starych (III w. p.n.e.) reguł moralnego postę­powania, zalecanych przez dobrego władcę poddanym, rytych na jego rozkaz w zapo­mnianym dziś prostym języku – prakrycie, na skatach przydrożnych i kolumnach. Z oryginałów w sanskrycie, prakrycie, pali, urdu, bengali i angielskim (Rabindranath Tagore) tłumaczy poezję, pieśni i aforyzmy indyjskie. Wiele z tych tłumaczeń zawiera wydana w 1988 r. w Londynie Mała antologia arcydzieł literatury indyjskiej. Wchodzą one również w skład niniejszej książki. W spuściźnie literackiej Jadwigi pozostają niewydane wiersze, wśród nich przejmujący cykl o powstaniu warszawskim.

Obszerny zbiór książek, podręczników, słowników, atlasów, opracowań i notatek Jadwigi został przywieziony z Londynu i przekazany Instytutowi Orientalistycznemu Uniwersytetu Warszawskiego. W miłym geście uznania wartości zbioru dyrektor Insty­tutu, profesor dr bab. Maria Krzysztof Byrski, zorganizował w roku 1997 w salach Muzeum Azji i Pacyfiku wieczór poświęcony życiu oraz dorobkowi naukowemu, literac­kiemu i społecznemu Jadwigi.

Jadwiga Makowiecka należała do najbardziej bohaterskiego od stuleci pokolenia Polaków. Pokolenia, które odważyło się w zastałej pragmatyzmem polskiej rzeczywi­stości snuć sen o wolnej ojczyźnie i sen swój realizować czynem. Jej pokolenie swym przykładem, postawą i zaangażowaniem w publicznym życiu wychowało następne pokolenie, któremu przyszło, z wiarą w niezniszczalność ojczyzny, ruszyć w 1939 r. w pole do nierównej walki w jej obronie. Była swego pokolenia przedstawicielem, współtwórcą i pięknym ornamentem.

Zbigniew Makowiecki

Londyn


Jadwiga Makowiecka – nota biograficzna

Jadwiga Ineza Makowiecka, z domu Paszkowicz, urodziła się 10.12.1886 r. w majątku rodziców Młodocin pod Radomiem; zmarła 21.09.1988 r. w Londynie; po­chowana w grobie rodzinnym w Warszawie na Powązkach Wojskowych. Rodzice: Adam Paszkowicz, wybitny inżynier kolejnictwa, i Bronisława ze Śmitkowskich, oboje pasjo­nujący się muzyką, prowadzili (w Młodocinie, potem w Petersburgu) dom otwarty dla przedstawicieli polskiej kultury i sztuki, pełen twórczych dyskusji, przesiąknięty atmos­ferą patriotyzmu. W tym duchu wychowali czwórkę dzieci, Jadwigę, Adaminę, Bronisła­wa i Adama juniora, zapewniając im staranne i wszechstronne wykształcenie. Najstar­sza Jadwiga wyniosła z domu biegłą znajomość czterech języków obcych, zamiłowanie do malarstwa i muzyki, fascynację tajemniczym światem Wschodu. Kształciła, się (matura, stadia lingwistyczne i kursy wschodoznawstwa Akademii Nauk) w Petersbur­gu oraz (polonistyka, historia sztuki) w Krakowie. W r. 1907 przetłumaczyła na język rosyjski „Historię ustroju Polski” Stanisława Kutrzeby. W latach 1913-17 pracowała jako tłumaczka i kierowała zespołem tłumaczy-specjalistów w Petersburgu.

W1914 r, Jadwiga poślubiło Stanisława Makowieckiego, młodego ekonomistę, od czasów studenckich zaangażowanego w polski ruch niepodległościowy (m.in. współzałożyciel Związku Walki Czynnej), przyszłego zastępcę komendanta POW na Petersburg (Piotrogród) w latach 1915-16, i wraz z mężem uczestniczyła w konspiracyjnej działal­ności niepodległościowej. Po powrocie do Polski (XI 1917) mąż czynnie, włącza się w życie publiczne i obejmuje wysokie stanowiska państwowe, najpierw w resorcie skarbu (m.in. w 1922 uzyskuje korzystne dla Polski klauzule finansowe w polsko-niemieckich rokowaniach o przejęcie Górnego Śląska, uczestniczy w przygotowaniu reformy walutowej Grabskiego), a po 1930 r. – w dziedzinie ustawodawstwo społeczne­go[2]. Jadwiga jako znakomity i zaufany tłumacz uczestniczy w poufnych spotkaniach międzynarodowych, będąc też powiernicą i doradczynią męża w sprawach zawodo­wych. Od 1922 r. sama podejmuje pracę, m.in. jako tłumacz i sekretarz sekcji w Instytu­cie Naukowej Organizacji[3], tłumaczy patenty, oferty itp. dla Państwowych Wytwórni Uzbrojenia. Uczestniczy w działalności społecznej. Jako najmłodsza członkini trzyoso­bowej delegacji polskiej (z senatorką Józefą Szebeko) bierze udział w promującym ak­tywność zawodową kobiet kongresie (6th Convention of the International Council of Women) w Waszyngtonie (4-14 maja 1925). Publikuje w pismach kobiecych „Bluszcz” i „Pani”. Zostaje tłumaczem przysięgłym języków: polskiego, angielskiego, francuskie­go, niemieckiego i rosyjskiego[4] oraz biegłym ds. językowych, naukowych i technicz­nych przy Sądzie Okręgowym w Warszawie i otwiera kancelarię tłumacza przysięgłego. Pozwala jej to na dalsze utrzymywanie rodziny po śmierci męża (1935) i wykształcenie trojga dzieci. Jej obaj synowie uczestniczą w II wojnie światowej. Starszy, Lech, przedzie­ra się do Francji, gdzie wstępuje do wojska, z którym później przedostaje się do Anglii. Kończy szkołę podchorążych i po ukończeniu studiów rozpoczętych w AGH uzyskuje dyplom inżyniera górnika. Po wojnie przez wiele lat pracuje jako geofizyk dla ONZ. Młodszy, Zbigniew, walczy m.in. pod Kockiem. Wzięty do niewoli trafia do oflagu, a stamtąd – do armii gen. Mączka i pozostaje w Anglii. Córka, Helena Ostyk-Narbutt, zostaje tłumaczem przysięgłym.

Natychmiast po wybuchu wojny Makowiecka przystępuje do pracy w Komitecie Obrony Przeciwlotniczej, organizuje akcje pomocy ofiarom wojny i czynnie w nich uczestniczy. Zaprzysiężona (30.09.1939) pod ps.. „Pomian” (inne pseudonimy: Wierna, Ineza, Barbara) w Zbrojnym Wyzwoleniu (pod komendą płk. Andrzeja Petrykowskiego „Tarnowy”)[5], zostaje członkinią Komendy Głównej ZW. W końcu 1939 r. na bazie przedwojennych organizacji kobiecych (ROW i PWK) oraz zarejestrowanej w czasie oku­pacji organizacji OPL Makowiecka organizuje związaną z ZW konspiracyjną Pomoc­niczą Służbę Kobiet i staje na czele jej Zarządu Głównego[6]. PSK opiekowała się rodzi­nami poległych żołnierzy i partyzantów, więźniami i ich rodzinami, organizowała i szkoliła pod względem wojskowym i sanitarnym oddziały kobiece. Mając swe komór­ki w RGO, PCK i komitetach blokowych PSK rozszerzyła przez zarządy terenowe swą działalność na cały kraj. Przydatność organizacji i jej programu uwidoczniła się zwłasz­cza w dniach Powstania Warszawskiego, kiedy PSK dała Powstaniu wykwalifikowane sanitariuszki, łączniczki, służby pomocnicze i wyłoniła spośród swoich szeregów żeń­skie oddziały bojowe.

Na cele działalności konspiracyjnej ZW Makowiecka oddaje swe duże mieszkanie (Senatorska 32m. 9/10) z trzema (!) niezależnymi wejściami[7][8]. Ukrywają się w nim osoby zagrożone przez okupanta, w tym wielu Żydów, odbywają się spotkania konspi­racyjne na wysokim szczeblu, szkolą się „piątki” konspiracyjne. Niezwykły ruch w mieszkaniu usprawiedliwia tablica oficjalnie zarejestrowanego w nim biura; począt­kowo Biura Poszukiwań Zaginionych prowadzonego przez jej brata Adama (wywiezio­nego później do Auschwitz a potem do Mauthausen), a po jego zamknięciu przez władze okupacyjne – reaktywowanej kancelarii Biura Tłumacza Przysięgłego. W działalności biurowej początkowo pomagała jej córka. Osoby zatrudnione (często fikcyjnie) w obu biurach dostają dokumenty uprawniające do otrzymania oryginalnych kennkart. Biuro staje się ważną komórką legalizacyjną ZW, dostarczającą osobom ukrywającym się dowody zatrudnienia i fałszywe dokumenty osobiste o wszelkich cechach oryginału (np. oficjalne tłumaczenia dokumentów innych nieżyjących już osób)[9].

Poza działalnością oficjalną Biuro Poszukiwań organizuje stałe przerzuty na tere­ny wschodnie – w charakterze „konwojentów” – młodych mężczyzn poszukiwanych przez okupanta, głównie oficerów I Pułku Szwoleżerów. Podobną akcję przerzutów na tereny Litwy, Łotwy i Norwegii Makowiecka prowadzi później jako „tłumaczka general­na” oficjalnie zarejestrowanej firmy Biuro Budowlane Plichal w Warszawie[10], które pozorując działalność dla organizacji TODT jest (1942-1944) ośrodkiem konspiracyjnej działalności ZW, mającej na celu ułatwianie poruszania się po terenie kraju osobom wskazanym przez organizacje polskie, wyrabianie dokumentów osobistych i ułatwia­nie wyjazdu za granicę osobom wskazanym przez władze podziemne oraz ratowanie osób aresztowanych przez Gestapo. Dzięki znakomitej znajomości języka i sposobu myślenia Niemców Makowiecka obmyśla i realizuje akcję wysyłania bezpośrednio do Kancelarii Rzeszy w Berlinie w imieniu rodzin więźniów, zwłaszcza Oświęcimia, oficjal­nych, zwięzłych, lecz bogato i logicznie dokumentowanych wniosków (nie podań!) o zwolnienie uwięzionych. W kilku przypadkach działanie to okazało się stateczne. Fakt, że za działalność tę i za działalność legalizacyjną Makowiecka nigdy nie przyjmo­wała opłat, stał się później przyczyną podejrzeń władz okupacyjnych (wielka liczba „gratisów”) i dekonspiracji jej działalności. Wszystkie te akcje uratowały wiele zagrożo­nych osób, w tym dużą liczbę osób narodowości żydowskiej ocalałych z pogromów (1941) na kresach południowych i kierowanych do Warszawy. Wielu z uratowanych oddało potem bezcenne usługi w konspiracji.

Dla ZW Makowiecka tłumaczy wykradane systematycznie z hitlerowskiego Biura Dystryktu Warszawskiego (Pałac Brűhla) tajne dokumenty, m.in. raporty do władz Rzeszy. W rota 1943 uczestniczy z ramienia ZW w spotkaniach we Lwowie z oficerami z dowództwa stacjonujących tam wojsk węgierskich kompilującymi przeciw Niem­com. W trakcie negocjacji Węgrzy zgodzili się przekazać polskiemu ruchowi oporu trzy wagony broni i amunicji[11]. Po rozszyfrowaniu przez Niemców jej działalności i opieczętowaniu mieszkania (15-16.11.1943) unika aresztowania, ukrywa się i działa pod przybranym nazwiskiem Wanda Bronikowska.

Po połączeniu się (listopad 1943) kilkunastu organizacji konspiracyjnych w orga­nizację wojskową Korpus Bezpieczeństwa z Komendantem Głównym płk. „Tarnowa”, por. „Pomian” jako komendantka PSK wchodzi w skład Komendy Głównej KB i obejmu­je funkcję Szefa ds. Kobiet[12]. Zostaje również Sekretarzem Generalnym Rady Obrony Narodu, reprezentacji politycznej polskich demokratów, mającej realizować testament polityczny gen. Sikorskiego[13]. Por. „Pomian” kieruje przygotowaniami PSK do ogólno­narodowego powstania. Zostaje komendantką wyłonionego z PSK Żeńskiego Korpusu Bezpieczeństwa przemianowanego później na Żeńskie Kadry Bojowe, popularne „Żabki”. Reprezentuje KG KB w rozmowach (30-31.07.1944) z przedstawicielem Delegatury Rzą­du na Kraj, gdzie przedstawia stanowisko KB o niecelowości przedwczesnego wybuchu powstania.

Termin wybuchu Powstania zaskakuje KB. Kpt. „Pomian” obejmuje komendę domu (ul. Widok 19), w którym właśnie odbywa się odprawa służb PSK, i organizuje jego obronę przed atakami Niemców z położonego na wprost hotelu wojskowego, bierze do niewoli dwa patrole niemieckie, organizuje system sygnalizacji i kierowania mchami powstańców aż do likwidacji (3.08) niemieckiego punktu oporu. Komenda PSK przenosi się na ul. Złotą, W miarę rozwoju walk komendantka rozszerza działalność ŻKB – dalsze szkolenie i uzupełnianie kobiecych kadr w batalionach, organizacja łączności m.in. Poczty Polowej Nr. 9, służb sanitarnych, kuchni, pralni, cerowni, szwalni, łaźni, magazynów, transportu żywności, leków i amunicji, transportu rannych pod ostrza­łem, nocne strażnice przy barykadach itp. – na wszystkie walczące formacje powstań­cze: AK, KB, AL, PAL i inne. Organizuje też wszechstronną pomoc dla ludności cywilnej, zwłaszcza matek z dziećmi. Dwa oddziały bojowe ŻKB walczą na Starówce i w Śródmie­ściu. Skład etatowy ŻKB wynosi! 90 kobiet o określonych funkcjach i szarżach. Liczeb­ność ŻKB była płynna; w okresach szczytu sięgała kilku tysięcy ochotniczek spośród ludności cywilnej, zewidencjonowanych i zaopatrzonych w opaski kontrolne z napisem ŻKB[14]. Po upadku Powstania Makowiecka, już w randze majora, trafia do obozu pruszkowskiego. W trakcie wywózki na południe kraju ucieka z pociągu na stacji w Radomsku i ukrywa się u rodziny w Przedborzu aż do przejścia frontu.

Po wyzwoleniu Makowiecka wraz z rodziną córki zamieszkuje w Katowicach (w tym czasie tamtędy pieszo razem z innymi uwolnionymi wracał z Mauthausen do Warszawy jej brat Adam, jednak odnaleźli się dopiero później). Makowiecka zostaje (1945) tłumaczem przysięgłym przy Sądzie Okręgowym i inspektorką ds. repatriacji i opieki nad dziećmi w Wojewódzkim Wydziale Opięła Społecznej w Katowicach. Odnaj­duje dokumenty dotyczące germanizacji przez organizację SS-Lebensborn polskich dzieci (zmienione nazwiska, miejsca i daty urodzenia), uczestniczy w akcji ich poszukiwania[15][16] (w 1946 wyjeżdża do okupowanych Niemiec) i rewindykacji, przyczyniając się walnie do odzyskania dla Polski pewnej liczby dzieci. Obecnie znamy personalia pięcior­ga z nich[17].

W r. 1948 Makowiecka wraca do Warszawy, zostaje członkiem Towarzystwa Naukowego Organizacji i Kierownictwa, członkiem Komisji Słownictwa, przewodni­czącą sekcji naukowej. Prowadzi pracę społeczną (świetlicową) z dziećmi. Tłumaczy książki i prace dla instytucji państwowych, pisze własne prace i artykuły (Przegląd Organizacji, 1949). Powracając do zainteresowań z lat młodzieńczych rozpoczyna (1953) studia indologiczne na Uniwersytecie Warszawskim pod kierunkiem prof. E. Słuszkiewicza. Rozpoczyna prace przekładowe z sanskrytu i uczy sanskrytu studentów niższych lat[18]. Po zaliczeniu czterech lat studiów wyjeżdża (1957) do Londynu, gdzie po wojnie zamieszkał jej syn i gdzie za namową luminarzy Szkoły Orientalistyki Uniwersytetu Londyńskiego podejmuje dalsze studia (uzyskuje absolutorium) i badania indologiczne. Wydaje nowatorskie tłumaczenie[19], a potem uczestniczy w międzynarodowym kon­gresie orientalistycznym, gdzie zaskakuje świat naukowy swoją odkrywczą interpre­tacją niejasnych fragmentów tekstów orędzi skalnych króla Asioki z III wieku p.n.e.[20]. Tłumaczy poezję i aforyzmy indyjskie z różnych okresów historycznych. Ostatnia książka jej autorstwa[21] (pierwsza wersja niniejszego wydania) ukazała się już pośmiertnie.

Jej pogrzeb na warszawskich Powązkach Wojskowych (22.10.1988) stał się manife­stacją pamięci Zmarłej. W spuściźnie literackiej Jadwigi Makowieckiej pozostają niewydane wiersze, w tym cykl „Powstanie 1944”.

Jerzy Ostyk-Narbutt


Uzupełnienie bibliografii

Pozostałe prace i przekłady:

  1. Kutrzeba, Ocherk istorii gosudarstvennogo i obshchestvennogo stroia Polszi, wyd. A. S. Suvorin, 1907, stron 231; przedruk: 2002 r.
  2. Makowiecka, Z poezji Rabindrnatha Tagore, „Przegląd Orientalistyczny”. 1957, nr l, str.405 (wprowadzenie i przekłady z okazji wystawy „Rabindranath Tagore a Polska zorganizowanej w Delhi)
  3. Ja. Staviskij B. (Staviskiy B.): Bibliography of Soviet works in which questions connected with the history of the Kushans are discussed. In: Papers on the datę of Kaniska (Conference od the datę of Kaniska, London, 20-22 April, 1960). Wyd, A.L. Basham. (Australian National University Centre of Oriental Stadies, Oriental Monograph Series, 4). Leiden 1968, pp. 394-403 (przekład: J. Makowiecka)
  4. Rabindranath Tagore: O, Indii Ziemio, Matko… „Gazeta Niedzielna” 1989, str. l (przekład: J. Makowiecka)

Recenzje prac J. Makowieckiej:

Karp, Orędzia króla Asioki, „Przegląd Orientalistyczny” 1967,66. nr 2-2, str. 174.

E. Cybulska, Recenzja Małej antologii literatury indyjskiej, „Tydzień”, 1989,48, str.ll.

Wujek, Recenzja Małej antologii literatury indyjskiej, „ Orzeł Biały”, 1989,1442, str. 40-41.

Inne:

Makowiecka, Z dobrej gliny. Wspomnienie o Jadwidze Makowiecldej, „Zorza” 4 (1651) 1989, str. 14-15.

Mroziewicz, Dziennikarz w globalnej wiosce, WSiP, 2004. Str. 36.

Krzyżowski, Legendy króla Asioki, Indo-Polish Cultural Coramittee/Indyjsko-Polskie Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Kultury, Warszawa 2005.

Sosnowski, Rabindranath Tagore, osoba i znaczenie, Polskie Bractwo Kawalerów Gutenberga, Warszawa 2007.

Wywiad Karoliny Żłobeckiej ze Zbigniewem Makowieckim w ramach projektu „Żołnierze 1. Dywizji Pancernej gen. Mączka” (25.10/26,10.2011), Archiwum Historii Mówionej, AHM_2522

(http://www.audiohistoria.pl/web/index.php/swiadkowie/osoba/ id/4857).


[1] Informacje o działalności Jadwigi w czasie okupacji podaje zamieszczona na dalszych stronach nota biograficzna.

[2] „Makowiecki Stanisław”, Polski Słownik Biograficzny t. 19, str. 227 (1974).

[3] Louis Dembitz Brandeis, Naukowa organizacja a koleje żelazne, tłumaczyła Jadwiga Makowiecka, Izba Przemysłowo-Handlowa, Warszawa, 1929,122 ss.

[4] Dziennik Urzędowy, Ministerstwo Sprawiedliwości, 1931, str. 382.

[5] http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrojne_Wyzwolenie

[6] Tadeusz Bednarczyk, Rys historyczny Organizacji Wojskowej Kadry Bezpieczeń­stwa – Armii Krajowej OW-KB-AKsikorszczycy w ruchu oporu, wrzesień 1939 r. do stycznia 1945 r. Żydzi polscy dzisiaj, dodatek uzupełniający do książki pt. Życie codzien­ne warszawskiego getta, Wyd. Ojczyzna, Warszawa 1997, str. 54.

[7] Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna, The Samaritans: heroes ofthe holocaust, Twayne Publishers, 1970, str. 145.

[8] Chaya Lazar, The jewish military organization (Z.Z.W.) in the Warsaw Ghetto Uprising: 50 years to the Uprising, Museum of the Combatants and Partisans, 1993, str. 51.

[9] Tadeusz Bednarczyk, Życie codzienne warszawskiego getta, Wyd. Ojczyzna, War­szawa 1995i str. 189.

[10] Czesław Korwin PiotrowsM, Opis działalności konspiracyjnej pod szyldem firmy Plichal w Warszawie w latach 1942-1944 (dla gen. Tadeusza Pełczyńskiego w Londynie), 1970 (rękopis w posiadaniu autora).

[11] Agnes Godó, Magyar-lengyel kapcsolatok a masodik vilaghaboruban (Stosunki węgiersko-polskie w czasie II wojny światowej), Zrinyi Katonai Kiadó, Budapest, 1976, str. 185.

[12] Tadeusz Bednarczyk, Walka i pomoc, Iskry, Warszawa 1968, str. 23.

[13] Archiwum ruchu robotniczego, Książka i Wiedza, Warszawa 1975. Tom 2. str. 156.

[14] Piotr Rozwadowski, Wojsko Powstania Warszawskiego: struktury, dowodzenie, skład osobowy, możliwości bojowe. Warszawskie Termopile 1944, Dom Wydawniczy „Bellona”, Fundacja „Warszawa Walczy 1939-1945”, 2006, str. 23.

[15] R. Hrabar, Z. Tokarz, J.E. Wilczur, Czas niewoli – czas śmierci, Wyd. PA Interpress, Warszawa 1979.

[16] Roman Hrabar. Janczarowie dwudziestego wieku, Wyd. Śląsk, 1983, str. 110.

[17] J.E. Wilczur, w: Nasze powroty, Konwersatorium, Fundacja Moje Wojenne Dzie­ciństwo, Warszawa 2005, str. 9, http://www.mojewojennedzietinstwo.pl/pdf/sympo-zjuiii_5.pdf.

[18]Indie w Warszawie: tom upamiętniający 50-lecie powojennej historii indologii na Uniwersytecie Waiszawsldm (2003/2004)”, Danuta Stasik i Anna Trynkowska (red.), Dom Wydawniczy Elipsa, 2006, str. 24.

[19] Orędzia króla Asioki, tłumaczyła J. Makowiecka, PWN, Warszawa 1964, ss. 56.

[20] J.I. Makowiecka, Account of a Linguistic and Semantic Study of the Edicts of Aśoka, w Proc. 27th International Congress of Onentalists, Ann Arbor Michigan, 13-19 Aug. 1967, D. Sinor, ed” Otto Harrassowitz, Wiesbaden 1971, str. 342-344.

[21] J. Makowiecka, Mata antologia arcydzieł literatury indyjskiej, Katolicki Ośrodek Wydawniczy Veritas, Tom 102 serii Czerwonej Biblioteki Polskiej, Londyn 1988, ss. 160.

Eugeniusz Nowosielski (?-1971)

Pośmiertny artykuł o Eugeniuszu Nowosielskim zamieszczona w: Wiadomości (Londyn), 25.07.1971 r. Wraz z artykułem ukazał się przekład dwóch bajek: Wskrzesiciele lwa i Gołąb własnym ofiarnikiem oraz kilka słów z przedmowy (artykuł w postaci skanu)


Perły sanskrytu w szufladzie emigranta

Eugeniusz Nowosielski2

Eugeniusz Nowosielski

W grudniu ub. r. zmarł nagle w Montrealu major Eugeniusz Nowosielski. Głęboko religijny, skromny i nie udzielający się, był na ogół mało znany miejscowej polonii.

Dopiero śmierć odsłoniła pełny obraz jego życia. Przede wszystkim dwu tego życia zasadniczych nurtów. Pierwszy, to służba Polsce z typowym przebiegiem dla ludzi jego pokolenia. Legionista-ochotnik z Podlasia w r. 1914, ranny pod Łowczówkiem, później oficer zawodowy polskiej armii, emigrant po ostatniej wojnie robotnik fizyczny na uchodźctwie w Anglii, osiadł od półtora roku w Kanadzie.

Drugi nurt, to nieustanna żarliwość ducha w poszukiwaniu głębszych wartości poza kręgiem powszedniego bytu: poezja, świat Wschodu, wiedza i kultura Indii. Na tym podłożu nagły wybuch sił twórczych po przeszło sześćdziesięciu latach życia. Wiersze okolicznościowe, anegdoty, wspomnienia, krotochwile, bajki. Dużo bajek, dla dzieci i dla starszych, swoich i obcych.

Eugeniusz Nowosielski z żoną Zofią i synem Darkiem2

Eugeniusz Nowosielski z żoną Zofią i synem Darkiem

Z kolei – olśnienie mądrością i swoistym urokiem hinduskich legend i przypowieści. Sięgnął do tłumaczeń, a czując ich niedoskonałość, rzucił się z młodzieńczym zapałem do studium sanskrytu. Opanowawszy sanskryt ze zdumiewającą szybkością i gruntownością, rozkoszował się czerpaniem wprost u źródła. Szuflady i półki emigranckiego pokoju zapełniły się zwojami polskich przekładów eposów i bajek hinduskich. Tłumaczył i parafrazował poezję Somadevy, bajki i przysłowia według Hitopadesy i liczne mity i legendy, dbając zawsze o formę literacką i zachowanie oryginalnego piękna.

Prof. Stefan Stasiak, wybitny polski orientalista i autorytet w sprawach sanskrytu (zmarły w Londynie w r. 1962) uważał przekłady Nowosielskiego za znakomite, podkreślając ich – jak mówił do p. Jadwigi Makowieckiej, poetki i tłumaczki utworów sanskryckich – „żywy, płynny, lekki styl, swobodę i łatwość w doborze wyrazów, co sprawia wrażenie raczej własnego utworu, niż tłumaczenia, i autentyczną polskość poszczególnych odpowiedników i budowy zdań”.

Opus magnum stawić miał pełne tłumaczenie z oryginału Pańczatantry, sławnego zbioru pięciu traktatów fabularno-dydaktycznych, mających służyć w przygotowaniu synów królewskich do sztuki rządzenia. Zachęcony przez rodzinę i przyjaciół, autor przygotował do druku ten przekład (520 stron maszynopisu) i miał go przedstawić wraz z swym komentarzem i parafrazami, na kongresie naukowców polsko-amerykańskich w Nowym Jorku w kwietniu b.r. Miało to być zarazem spełnienie wieloletniego marzenia. Niestety chwili tej już nie doczekał.

Pozostawił rodzinę o wzorowych tradycjach polskich, żonę (będącą również oficerem WP), miłośniczkę historii, oddaną pamięci i dziełu męża, dwóch synów, profesorów-biologów i dziewięcioro wnuków.

Tadeusz Brzeziński


Eugeniusz Nowosielski - artykuł

Eugeniusz Nowosielski - artykuł2